Nad wodą jedna zła decyzja może kosztować zdrowie na całe życie

Nad wodą jedna zła decyzja może kosztować zdrowie na całe życie

FOT. Świętokrzyski Urząd Wojewódzki w Kielcach

Nad wodą najłatwiej o beztroskę, a to właśnie ona bywa najdroższa. Wojewoda Józef Bryk przypomina przed wakacyjnym sezonem, że bezpieczny odpoczynek zaczyna się od wyboru miejsca z ratownikami i oznakowanym brzegiem. Z pozoru niewinny skok na główkę, chwila po alkoholu albo wejście do zimnej wody rozgrzanym ciałem potrafią zmienić wypoczynek w dramat. W takich sytuacjach liczą się sekundy, nie odwaga na pokaz.

  • Ratownicy i oznakowane kąpieliska dają najpewniejszą ochronę
  • Skok na główkę bywa błędem, który kończy się kalectwem
  • Zimna woda i alkohol odbierają kontrolę szybciej, niż się wydaje

Ratownicy i oznakowane kąpieliska dają najpewniejszą ochronę

Świętokrzyski Urząd Wojewódzki przypomina, że najspokojniej jest tam, gdzie kąpielisko zostało przygotowane z myślą o bezpieczeństwie, a nie o przypadkowym letnim spacerze nad brzegiem. Oznaczenia, wydzielona strefa i obecność ratowników nie są dodatkiem do wypoczynku, lecz podstawą, gdy w grę wchodzi woda, prąd, dno i widoczność pod powierzchnią. Na rzece czy jeziorze wystarczy fragment nieznanego gruntu, by pewny krok albo skok zamienił się w poważny problem.

Właśnie dlatego wyraźnie odradza się korzystanie z miejsc dzikich i słabo rozpoznanych. Woda wygląda tam tak samo jak wszędzie indziej, ale warunki potrafią już być zupełnie inne. Głębia, kamień tuż pod lustrem, nagłe obniżenie dna – tego nie widać z brzegu.

Skok na główkę bywa błędem, który kończy się kalectwem

Najmocniej wybrzmiewa ostrzeżenie przed skakaniem do nieznanej wody. To jeden z tych ruchów, które trwają ułamek sekundy, a skutki ciągną się latami. Dr Wojciech Kiebzak, konsultant wojewódzki w dziedzinie fizjoterapii, mówi wprost:

„Wystarczy jedna zła decyzja, by całe życie zmieniło się w ułamku sekundy. Nawet jeśli świetnie pływasz, to za mało, by uniknąć tragedii”.

Po takim uderzeniu o dno może dojść do złamania kręgosłupa i uszkodzenia rdzenia kręgowego. To już nie jest zwykłe potłuczenie czy chwilowy ból. W grę wchodzi paraliż, utrata czucia, kłopoty z oddychaniem, a czasem całkowita zależność od innych ludzi przez resztę życia. Wystarczy zbyt płytka woda albo ukryta przeszkoda, by letnia swoboda zmieniła się w dramat.

Zimna woda i alkohol odbierają kontrolę szybciej, niż się wydaje

Drugie z zagrożeń jest mniej widowiskowe, ale równie groźne. Rozgrzane ciało wrzucone do zimnej wody może zareagować gwałtownym szokiem. Organizm nie zawsze nadąża za zmianą temperatury, pojawia się skurcz krtani, zachłyśnięcie albo zaburzenie pracy serca. W takiej chwili człowiek traci panowanie nad oddechem i nad ruchem, a to już prosta droga do utonięcia.

W komunikacie pojawiają się też zasady, które warto potraktować serio, a nie jak wakacyjny slogan:

  1. nie wchodzić do wody po alkoholu, bo osłabia ocenę ryzyka i spowalnia reakcje,
  2. schładzać ciało stopniowo, zamiast rzucać się od razu do zimnej wody,
  3. nie skakać na główkę tam, gdzie nie zna się głębokości i dna,
  4. słuchać ratowników i nie sprawdzać granic na własną rękę,
  5. nie robić z ryzyka widowiska przed innymi,
  6. dawać przykład rozsądku, bo nad wodą często to on decyduje o końcu dnia.

W słowach urzędników i specjalistów nie ma przesady. Chodzi o najprostszy rachunek: chwila brawury może kosztować zdrowie, a nawet życie. Bezpieczny wypoczynek nie odbiera przyjemności z lata. Daje coś znacznie cenniejszego – szansę, by z nadwodnego wyjazdu wrócić po prostu cały.

na podstawie: Świętokrzyski Urząd Wojewódzki w Kielcach.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Świętokrzyski Urząd Wojewódzki w Kielcach). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.