Zima już tu jest! Gdzie wysłać dziecko na obóz na ferie?

3 min czytania
Zima już tu jest! Gdzie wysłać dziecko na obóz na ferie?

Dziecko od tygodni marzy tylko o nartach? A może dopiero teraz łapiesz się za głowę, bo ferie tuż-tuż, a wciąż nie wiesz, jak zagospodarować młodemu człowiekowi dwa tygodnie wolnego? Z pomocą przychodzą zimowe obozy – to nie tylko zjazd ze stoku. To wieczory przy ognisku, nowe znajomości, pizza po całym dniu na śniegu i powrót do domu z opowieściami na kilka kolejnych miesięcy. Jakie kierunki warto rozważyć?

Zakopane, Beskidy czy Alpy – gdzie dziecko nauczy się jeździć najszybciej?

Tatry to klasyka – Zakopane, Białka Tatrzańska, Bukowina. Stoki na wyciągnięcie ręki, wszystko po polsku, instruktorzy znają każdy metr trasy. Dla dzieciaków, które pierwszy raz widzą narty, Tatry są idealne. Łagodne zbocza, grupy małe, a po zajęciach – oscypek prosto z grilla. Rodzic ma spokój, a dziecko aktywnie spędza czas na świeżym powietrzu.

Beskidy – Szczyrk, Wisła, Ustroń – to opcja dla tych, którzy chcą uniknąć tatrzańskich tłumów i zapłacić trochę mniej. Mniejsze kurorty, często bardziej kameralne ośrodki. Stoki może nie są tak rozległe, jak w Zakopanem, ale w zupełności wystarczające do nauki podstaw i pierwszych zjazdów bez asekuracji instruktora.

Alpy to zupełnie inna liga. Karyntia w Austrii, Dolomity we Włoszech, francuskie kurorty – szerokie, perfekcyjnie przygotowane trasy, nowoczesne wyciągi, widoki jak z pocztówki. Dla dzieciaków, które mają już podstawy i chcą szlifować technikę, to strzał w dziesiątkę. Co łączy wszystkie te opcje? Przede wszystkim to, że znajdziesz je w ofercie Kocham Wakacje – solidnego, sprawdzonego organizatora, który działa na rynku od wielu lat.

Co zazwyczaj wchodzi w cenę obozu?

Standardowy pakiet to zakwaterowanie (pokoje 3-4 osobowe, czasem rodziny goszczące w przypadku wyjazdów zagranicznych), wyżywienie trzy razy dziennie (śniadanie, obiad, kolacja), ubezpieczenie NW i kosztów leczenia, opieka całodobowa i transport z kilku miast w Polsce – w zależności od turnusu.

Kluczowy punkt to oczywiście zajęcia narciarskie. Codziennie 3-4 godziny na stoku, instruktorzy z certyfikatami PZN albo zagranicznymi odpowiednikami. Grupy dzielone według poziomu: zieloni (pierwsze kroki na nartach), niebiescy (potrafi zjechać prostą trasę), czerwoni (śmigają po całym stoku). Instruktor nie tylko uczy techniki, ale też dba, żeby nikt nie został w tyle – jeśli ktoś potrzebuje więcej czasu, dostaje go.

Jak spakować dziecko, żeby przeżyło na stoku i nie zamarzło w ośrodku?

Kurtka i spodnie narciarskie – nieprzemakalne, wiatroszczelne, z odblaskami. Jeśli dziecko ich nie ma, można wypożyczyć (około 50-100 zł za turnus), ale własna odzież może być na przykład lepiej dopasowana. Przyda się też bielizna termoaktywna – najlepiej na dwie-trzy zmiany, bo po całym dniu na śniegu wszystko ląduje do prania. Czapka, szalik (najlepiej kominiarka, która nie zsunie się przy jeździe), rękawiczki – dwie pary to absolutny must have.

Gogle narciarskie albo okulary przeciwsłoneczne – słońce w górach operuje bardzo mocno. Kask – obowiązkowy na większości stoków (jeśli dziecko nie ma swojego, można wypożyczyć na miejscu). Przyda się też krem z filtrem UV i balsam do ust – bo wiatr i mróz wysuszają skórę w kilka godzin.

Buty – dobre, ciepłe, z grubą podeszwą (śnieg i lód na terenie ośrodka). Dodatkowa para wygodnych butów na wieczór – dziecko doceni, że może zdjąć ciężkie traperki po całym dniu. Kilka par skarpet (grubsze na stok, cieńsze na wieczór), dres albo piżama, coś ciepłego na wieczorne wyjścia (bluza, polar).

I najważniejsze: nie pakuj pół domu. Na obozie dzieci żyją w ruchu, większość czasu spędzają na stoku albo na zabawach. Walizka powinna być funkcjonalna, a nie ciężka jak kamień.

Autor: Artykuł sponsorowany

kielceinfo_kf
Serwisy Lokalne - Oferta artykułów sponsorowanych