W Sukowie świt należy do mężczyzn i procesji, której nie ma nigdzie indziej

W Sukowie świt należy do mężczyzn i procesji, której nie ma nigdzie indziej

FOT. Starostwo Powiatowe w Kielcach

W Sukowie Wielkanocny Poniedziałek zaczyna się jeszcze przed świtem, kiedy z kościoła rusza procesja jak z dawnego obrazu, a nie z kalendarza współczesnej parafii. Mężczyźni niosą figurę Zmartwychwstałego i krzyż, idąc drogą, którą od lat wyznaczają modlitwa, pamięć i przywiązanie do tradycji. To zwyczaj rzadki nawet w skali kraju, a w diecezji kieleckiej nie ma drugiego takiego miejsca. W tym właśnie tkwi siła Sukowa – w uporze, z jakim mieszkańcy trzymają się obrzędu, który nie zbladł mimo upływu lat.

  • O świcie z kościoła wychodzi droga, która trwa od pokoleń
  • Tylko mężczyźni idą tu za Emaus
  • Badacze patrzą na Suków jak na zjawisko bez odpowiednika

O świcie z kościoła wychodzi droga, która trwa od pokoleń

W Wielkanocny Poniedziałek, dokładnie o godz. 6 rano, przy biciu dzwonów sprzed kościoła w Sukowie wychodzą wyłącznie mężczyźni. W dłoniach niosą figurę Zmartwychwstałego i krzyż, a przed nimi otwiera się około 10-kilometrowa trasa, prowadząca przy kilkunastu krzyżach i kapliczkach. To nie jest spacer ani symboliczny marsz dla samej tradycji. Każdy z uczestników niesie ze sobą własne intencje, przygotowane wcześniej, a droga staje się jednym, wspólnym nabożeństwem pod gołym niebem.

W ostatnich odcinkach procesji bardzo często pojawia się bp Marian Florczyk, który później przewodniczy Mszy Świętej w sukowskim kościele parafialnym. Dla parafii to moment szczególny, bo cały poranek spina w jedną całość drogę, śpiew, modlitwę i liturgię. Suków nie organizuje widowiska. On po prostu powtarza rytuał, który ma w sobie więcej ciszy niż fajerwerków, a właśnie dlatego tak mocno zapada w pamięć.

Tylko mężczyźni idą tu za Emaus

Procesja w Sukowie wyróżnia się jeszcze jednym elementem, który nadaje jej wyjątkowy charakter – biorą w niej udział wyłącznie mężczyźni. To bezpośrednie nawiązanie do ewangelicznej drogi do Emaus, kiedy uczniowie zmierzający do tej miejscowości spotkali Zmartwychwstałego Jezusa. W Sukowie ta opowieść została przeniesiona do codziennego religijnego doświadczenia i do dziś jest odtwarzana w niezmienionej formie.

Tę wyjątkowość widać także w samym składzie procesji. Idą w niej całe rodzinne linie – dziadkowie, ojcowie, wnukowie, bracia i kuzyni. Nie trzeba tu szukać wielkich deklaracji, bo sama obecność kolejnych pokoleń mówi najwięcej. To tradycja, która nie została zamknięta w muzealnej gablocie, ale nadal żyje na drodze, wśród ludzi, którzy znają ją z domu, a nie z opisu w książce.

Badacze patrzą na Suków jak na zjawisko bez odpowiednika

Procesja Emaus w Sukowie od dawna interesuje etnografów i badaczy obrzędowości. Dr Agnieszka Dziarmaga z Działu Etnografii Muzeum Wsi Kieleckiej poświęciła jej osobną publikację. Książka „Fenomen procesji Emaus w Sukowie – trwały obyczaj kulturowy i religijny” ma być promowana w Wielką Sobotę 4 kwietnia o godz. 12 w Parku Etnograficznym w Tokarni.

Sama badaczka zwraca uwagę, że początki obrzędu nie zostały jednoznacznie zapisane w źródłach. Jak podkreśla:

„Nie udało się ustalić pewnych, potwierdzonych w źródłach początków sukowskiego Emaus”.

Z jej badań wynika jednak, że procesja mogła istnieć już przed II wojną światową. Dr Dziarmaga podkreśla też, że fenomen Sukowa polega na nieprzerwanym trwaniu zwyczaju i na jego wymiarze pokoleniowym. Jak zaznacza:

„W procesji, będącej niezmiennie wielkim świadectwem wiary, idą całe męskie pokolenia mieszkańców Sukowa”.

W Polsce tradycja Emaus jest dziś bardzo rzadka. Kontynuowana jest jedynie na krakowskim Zwierzyńcu i w Wielkopolsce, a w diecezji kieleckiej tylko w Sukowie. Dlatego ten poranny marsz ma znaczenie większe niż lokalny zwyczaj. To żywy ślad dawnej religijności, który wciąż wyznacza rytm świątecznego poranka i przypomina, że niektóre tradycje potrafią oprzeć się czasowi lepiej niż niejeden głośny pomysł na odświeżenie obrzędów.

na podstawie: Starostwo Powiatowe w Kielcach.