W Kielcach organizacje szukały nowej energii dla trzeciego sektora

W Kielcach organizacje szukały nowej energii dla trzeciego sektora

FOT. Urząd Miasta w Kielcach

W jednej sali spotkali się ludzie, którzy na co dzień podtrzymują bardzo różne społeczne sprawy – od kultury, przez pomoc, po działania strażackie. Podczas „Obywatelskiego Świętokrzyskiego. Wielkiego sieciowania” w Kielcach nie było miejsca na sztywną formułę, za to było dużo rozmów, wymiany doświadczeń i szukania sojuszników. Organizatorzy postawili na integrację przed warsztatami, a to od razu nadało spotkaniu inny rytm. Zamiast oficjalnego tonu pojawiła się przestrzeń do współpracy, która w trzecim sektorze bywa równie cenna jak pieniądze.

  • W sali padło więcej rozmów niż deklaracji
  • Dostępność przestała być dodatkiem do projektu
  • Trzeci sektor szuka własnej sieci

W sali padło więcej rozmów niż deklaracji

Spotkanie zorganizowały prezydentka Kielc i wojewoda świętokrzyski, a zaproszenie skierowano do organizacji pozarządowych z Kielc oraz całego regionu. Wydarzenie od początku miało łączyć ludzi, którzy zwykle działają osobno, choć często mierzą się z podobnymi problemami – brakiem partnerów, rozproszoną wiedzą i niedostatkiem czasu na spokojną rozmowę.

„Jesteście tu po to, żeby czerpać energię, która ma wam dać wiatr w żagle na kolejne miesiące” – mówiła Agata Wojda.

Prezydentka podkreślała, że miasto daje przestrzeń do współtworzenia, dzielenia się doświadczeniem i szukania nowych osób oraz partnerstw. I właśnie to wybrzmiewało najmocniej w wypowiedziach uczestników. Dla jednych najcenniejsza była sama możliwość spotkania z innymi, dla innych – rzadki kontakt z samorządem i otwarta rozmowa o tym, czego w regionie nadal brakuje.

„To bardzo ważne wiedzieć, że obok nas są ludzie, którzy też robią wyjątkowe rzeczy” – mówiła Magdalena Pawlik-Paciorek z Fundacji Dogadanka.

„Szans do tego, aby spotkać się i szczerze porozmawiać w tak szerokim gronie, jest naprawdę niewiele” – dodała Jowita Wójcik-Zielińska z Ochotniczej Straży Pożarnej w Staszowie.

Takie głosy pokazują, że sieciowanie nie jest pustym hasłem. Dla organizacji społecznych to często moment, w którym z pojedynczych działań zaczyna wyłaniać się coś większego – wspólna mapa kontaktów, pomysłów i możliwości.

Dostępność przestała być dodatkiem do projektu

Jednym z najważniejszych tematów warsztatów była dostępność. Nie w znaczeniu jednego poprawnie ustawionego podjazdu czy napisu w większej czcionce, lecz jako sposób myślenia o wydarzeniach, szkoleniach i projektach społecznych od samego początku. Anna Kwiatkowska z kieleckiej Fundacji Centrum Nauki Rozwoju Żuraw, wieloletnia tłumaczka Polskiego Języka Migowego, mówiła wprost, że w wielu organizacjach temat wciąż pojawia się zbyt rzadko.

„Dostępność to ludzie i proces, a nie jednorazowe działanie” – zaznaczyła Anna Kwiatkowska.

To ważny sygnał także dla miejskich i regionalnych inicjatyw. Jeśli dostępność ma działać naprawdę, musi być wpisana w plan wydarzenia, a nie dopisana na końcu. Chodzi o prostsze dotarcie do osób z różnymi potrzebami, lepszą komunikację i mądrzejsze przygotowanie spotkań, które nie wykluczają już na starcie.

Kwiatkowska zwracała uwagę, że w organizacjach pozarządowych nadal za mało mówi się o tym obszarze, a przepisy bywają interpretowane zbyt powierzchownie. Jej zdaniem właśnie dlatego osobny moduł poświęcony dostępności miał taką wartość – pozwalał nie tylko sprawdzić wiedzę, ale też od razu pokazać, z kim i jak można tu współpracować.

Trzeci sektor szuka własnej sieci

Wśród prelegentów znalazł się także Radosław Kowalik, animator kultury i kulturoznawca, który mówił o twórczości w czasach ograniczonych budżetów. Jego wystąpienie miało bardzo praktyczny wymiar: pokazywało, że brak dużych pieniędzy nie musi zamykać drogi do działania, jeśli potrafi się budować pomysły wokół ludzi i lokalnego zaangażowania.

„Można działać w organizacjach pozarządowych i w kulturze nawet wtedy, gdy nie dysponujemy dużymi środkami” – mówił Radosław Kowalik.

Odwoływał się przy tym do programu Bardzo Młoda Kultura Narodowego Centrum Kultury i zachęcał organizacje do inicjatyw, które nie wymagają wielkich nakładów, ale potrafią poruszyć ludzi w mieście albo na wsi. To szczególnie ważne w regionie, gdzie wiele wartościowych działań powstaje z energii kilku osób, a nie z rozbudowanych struktur.

W wydarzeniu uczestniczyli też przedstawiciele Narodowego Instytutu Wolności i Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Michał Braun, dyrektor NIW i kielczanin, mówił o potrzebie mocniejszych więzi między organizacjami i o tym, że taki model współpracy mógłby w przyszłości przybrać bardziej trwałą formę.

„Być może doczekamy się, żeby w naszym regionie działała także federacja organizacji pozarządowych” – stwierdził Michał Braun.

To zdanie dobrze oddaje kierunek, w którym zmierza całe przedsięwzięcie – od pojedynczego spotkania do sieci, która ma łączyć, a nie tylko gromadzić ludzi w jednej sali. Wsparcie merytoryczne zapewniło Stowarzyszenie Integracja i Rozwój z Ostrowca Świętokrzyskiego , a organizacyjne Lokalne Centrum Wolontariatu w Nowinach. I właśnie ten splot instytucji, środowisk i doświadczeń pokazuje, że dla trzeciego sektora najcenniejszy bywa nie jednorazowy zastrzyk energii, lecz trwałe relacje, które zostają po wyjściu z sali.

na podstawie: Urząd Miasta w Kielcach.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta w Kielcach). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.